Open Eyes Economy Summit  to jeden z tych wielkich kongresów, po których zadajemy sobie pytania fundamentalne. A czy może być coś ważniejszego dla przedsiębiorcy niż wartość tego co robi? Pytanie co jest tą wartością, bowiem okazuje się, że odpowiedź nie jest jednoznaczna.

Na OEES byłem w tym roku po raz drugi, ale tak naprawdę po raz pierwszy poczułem atmosferę tej imprezy. O zeszłorocznej edycji dowiedziałem się tak naprawdę przypadkiem, od wykładowcy, który był całkowicie zafascynowany pierwszą edycją. Dwa dni później okazało się, że moje koło naukowe otrzymało kilka biletów i mogłem uczestniczyć w wydarzeniu.

W tym roku mój udział był wcześniej zaplanowany i znacznie większy, choć i tak ze względu na różne obowiązki byłem tylko na połowie sesji. To jednak wystarczyło by poznać ciekawych ludzi, wyważone opinie i zrozumieć sens pytania o wartości w biznesie, które dotychczas wydawało mi się tanim chwytem PR-owym.

Co jest wartością w biznesie?

Żeby nie było wątpliwości – nie wycofuję się ze stanowiska, że podstawowym zadaniem biznesu jest zarabianie pieniędzy. Pojawia się jednak pytanie czy nie można zarabiać podobnych (lub nawet większych) pieniędzy w sposób bardziej etyczny i zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju?

Prelegenci Open Eyes Economy Summit 3 pokazywali nam różne drogi prowadzenia „lepszego biznesu”. Jedne były bardziej porywające, inne mniej – niektóre były nawet całkiem kontrowersyjne, czy wręcz upolitycznione. Wszystkie jednak łączy poszukiwanie nowych dróg rozwoju i realizowania przy okazji zysków innych wyznaczonych celów.

Różnice pokoleniowe są aż nadto widoczne!

Absolutnie piorunujące wrażenie zrobiła na mnie potyczka Jacka Kotarbińskiego z dr Janem Zającem z Sotrender na temat największych gigantów branży internetowej i ich wpływu na prowadzenie biznesu. W tym kontrowersyjnym temacie obaj panowie ujawnili dwa zupełnie różne podejścia do prowadzenia biznesu, do globalizacji, a także do monopoli, które moim zdaniem były kluczem do wyrobienia sobie zdania na ten temat.

Chwilę później rozpoczęła się dyskusja na temat jakże bliskiego mi tematu kampanii wyborczej, w której rewolucja jest bliżej niż się wydaje i wkrótce rozwiązania, które przez lata były skuteczne, odejdą do lamusa.

Wartością jest to co dajemy od siebie

Jakiś czas temu, przy okazji dyskusji o kursach online przez blogosferę przewinęła się teza, że klienci są gotowi zapłacić za uporządkowanie wiedzy, dlatego kursy online mają taki potencjał. Dziś jeszcze trudniej mi się z tym stwierdzeniem zgodzić, bo jeszcze mocniej utwierdziłem się w przekonaniu , że czytelnicy oprócz konkretnych rozwiązań szukają również opinii, poparcia swoich własnych przekonań siłą autorytetu, czy po prostu czegoś unikalnego, czego nie znajdą nigdzie indziej. I właśnie to jest silną stroną influencera, a nie jego wysokie kompetencje. Dopiero wartość dodana czyni komunikat przydatnym i nie zmieni tego żaden marketing.