Oszuści czają się na każdym kroku i lubią wyrastać spod ziemi.

Kilka miesięcy temu zgłosił się do mnie jeden z sąsiadów z prośbą o pomoc. Okazało się, że kupił garnki i kamerkę internetową za…. Ponad 7000zł. Tysiąc wpłacił gotówką, reszta na raty. Chwilę później okazało się, że pożyczka jest nie na 6, a na 9 tysięcy, a razem do spłaty jest prawie 13 tysięcy.

Po wyjaśnieniu sprawy z bankiem i wielotygodniowych bojach z firmą krzakiem skończyło się „tylko” na 1000zł straconej zaliczki, odesłanym sprzęcie (wartym około 300zł) i postępowaniu na policji. Biorąc pod uwagę skalę przekrętu raczej nie będzie z czego odzyskiwać pieniędzy.

Takich i innych krętaczy można spotkać niemal wszędzie. Nie trzeba ich specjalnie szukać, bo sami wyrastają jak spod ziemi. Dlatego warto wiedzieć jakie są ich cechy szczególne, żeby nie paść ich ofiarą i ustrzec przed nimi bliskich. Podczas trwającej 3 godziny przerwy między zajęciami, podczas której powstał ten artykuł spotkałem się z 3 z 5 przekrętów, które chciałbym opisać. Oto one:

#1 Sprzedawcy garnków

Dziwny traf chciał, że telefon od naciągacza dostałem tuż przed tym, gdy siadłem do napisania tego artykułu. Już na początku, miły męski głos zaproponował mi udział w spotkaniu, w którym otrzymam rejestrator do samochodu za sam udział w spotkaniu. Po chwili udawania zainteresowania, Pan wyjaśnił mi gdzie i kiedy odbędzie się spotkanie, jednak gdy zapytałem skąd ma mój numer, szybko zmienił ton. Na początku mówił, że z bazy, gdy dopytywałem – zmieniał wersję. Najpierw stwierdził, że nie wie, później że wyraziłem zgodę, następnie że to z… książki telefonicznej (WTF?), aż po kilku pytaniach rozzłoszczony się rozłączył.

Wróćmy jednak do rejestratora – gdy nabrali sąsiada, wręczali kamerkę internetową, wartą około… 5zł. Żeby jednak ją otrzymać trzeba było oddać cały zestaw danych osobowych, wartych wielokrotnie więcej. Później (z relacji sąsiada) zaczęło się pranie mózgu i agresywna sprzedaż. Po półgodzinnej sesji „szczęśliwcy” podpisali pseudoumowy, masę niedozwolonych klauzul i jakieś świstki, na podstawie których całkiem poważne banki udzielały pożyczek!

Dalszą część historii znacie, a zakończenie i tak było całkiem szczęśliwe, bo masa bezbronnych emerytów oddaje resztki i tak głodowych emerytur na spłatę bezużytecznych garnków. Niestety policja nie chciała reagować – najpierw dyżurny w ogóle nie chciał przyjąć zgłoszenia (mimo, że ma taki obowiązek), później na mój osobisty donos (tak, w tej jednej sprawie zostałem policyjnym konfidentem) o tym perfidnym procederze policja nie zareagowała, mimo że na swoich stronach…prosiła o kontakt w razie gdyby oszuści znów zaczęli działać.

Co więc zrobić w takiej sytuacji? Po pierwsze dowiedzieć się co to za firma. Po drugie zgłosić sprawę do GIODO, bo prawdopodobnie dane zostały pozyskane nielegalnie. Po trzecie spróbować zgłosić sprawę policji – może w waszych miastach zareagują.

#2 „Jak zarobiłem X na reklamie w Y”

Znany wał wśród marketerów. Co jakiś czas na fejsie i innych mediach społecznościowych pojawiają się „doświadczeni szkoleniowcy”, którzy opowiadają jak zarobili setki tysięcy na reklamie na facebooku czy innych miejscach. Brzmi spoko, tylko dlaczego dalej tego robią?

Każdy kto choć liznął ten biznes powinien wiedzieć, że dla takiego „eksperta” szkolenia są o wiele mniej opłacalnym biznesem. Dlaczego więc je prowadzi? Odpowiedź jest prosta – bo nic innego nie potrafi.

Zarabianie na zarabianiu to jedna z najbardziej znienawidzonych przeze mnie rzeczy uprawianych przez wszelkiej maści szarlatanów. Co gorsza nie działają oni wyłącznie w internecie – najlepszym przykładem na to jest Robert Kiyosaki, który zarobił miliony pisząc o zarabianiu milionów.

#3 „To nie jest rozmowa na telefon”

Moi „ulubieńcy”. Złote Mercedesy „diamentowych dyrektorów” to popularne zdanie wytrych wszystkich początkujących MLMowców. Kiedyś nawet byłem na takim spotkaniu – miałem 19 lat i myślałem, że mój znajomy – student prawa ma więcej oleju w głowie.

Po pół godziny opowiadania o innowacyjnym systemie zamówień trochę zwątpił gdy oszacowaliśmy ilu pracowników mogą zatrudniać największe sieci drogeryjne w Polsce, a ilu frajerów potrzeba do osiągnięcia progu wypłaty w tym MLMie.

Niestety mój wywód poszedł na marne, bo tydzień później trafił na kolejne szkolenie i dalej próbował zostać diamentowym dyrektorem.

#4 MLM na tropikalnej wyspie

Odmianą rozmowy nie na telefon jest MLM na tropikalnej wyspie. Co prawda schemat piramidy jest podobny, lecz zamiast „profesjonalnego, diamentowego dyrektora” mamy gościa z ADHD, który nagrał filmik na wakacjach z Groupona.

Luksus bardzo mocno działa na ludzi, dlatego tak wiele osób prosi o informacje, gdy na Facebooku pojawiają się posty z rozłożoną kasą, Rolnixami (bo Rolexy to z pewnością nie są) i przechodzonymi beemkami z komisu. We wszystkich tych przypadkach wał jest taki sam i prawdopodobnie nawet osoba, która Cię w to wciąga nie powącha pieniędzy ze zdjęcia. Tobie zaś zostanie kilkaset godzin bezwartościowej harówki, w zamian za uścisk „diamentowego dyrektora”.

Uwaga: ostatnio zauważyłem też metodę „na jogging” – cała masa „pozytywnych ludzi” biega i wciska „sukces”.

#5 Darmowy striptiz

Kto bywa w Krakowie, wie że nie da się przejść przez ulicę Floriańską bez zaproszenia na „darmowy taniec erotyczny”. Czasem jakiś jurny Seba, czy sfrustrowany dyrektor Mirkopolu się skusi, lecz nie dajcie się zwieść. Drinki i „dodatkowe atrakcje” skutecznie wyczyszczą Wam kartę kredytową, a dosypane substancje pozwolą zapomnieć o szczegółach.

Sprawę lepiej opisuje ten tekst o kręgach krakowskiego piekła, natomiast relacje poszkodowanych (niestety kilku znam) są przerażające. Na szczęście wszyscy żyją, choć nie wszyscy w szczęśliwych związkach…

Podsumowanie

Jak widzisz oszuści są wśród nas i prawdopodobnie przynajmniej z 2-3 typami już się spotkałeś. Niektóre z nich wydają się niegroźne, ale wszystkie jest bazują na tym samym – wciągają Cię w wir, z którego nie ma ucieczki. Później jest już tylko zawód, ból, płacz i zgrzytanie zębów. I puste konto lub ewentualnie debet…