Bo inaczej pęknie mi żyłka i już nic nie napiszę...

Temat kołczów i „madek” wałkuję na wszystkich spotkaniach w blogerskim gronie. Wśród znajomych mogę sobie pozwolić, ale na forum publicznym starałem się tego nie wywlekać. Niestety czara goryczy się przelała i od dziś zmieniam profil bloga. Od dziś piszę tylko dla prawdziwych facetów. No może jak się trafi prawdziwa dama to też znajdzie coś dla siebie…

Nie mam już siły do kołczów

Gdy prowadziłem swojego pierwszego bloga w mojej branży siedzieli przede wszystkim ludzie kompetentni lub tacy, którzy chcieli się rozwijać i szybko się uczyli. Dziś mój wall na facebooku zalany jest postami szarlatanów i „madek profeszynalistek”. Od kilku dni konsekwentnie usuwam ten spam, cofam lajki i blokuję autorów. Nawet jeśli „po godzinach” (a jest w ogóle taki moment dla blogera?) są całkiem w porządku i możemy gdzieś wspólnie wyjść.

Wróćmy jednak do początków. Z kołczingiem i pochodnymi tego rodzaju odchyłów pierwszy raz spotkałem się w 2013 na początkach mojej drogi społecznika-polityka. Wówczas jedno z ugrupowań zalała fala kołczów, którzy próbowali udawać profesjonalistów od marketingu politycznego. W rzeczywistości byli to nieudolni szarlatani w niezłych garniturach, dla których plamą na honorze było zbieranie podpisów, klejenie plakatów czy rozdawanie ulotek. Nie muszę chyba mówić, że sami pchali się na te plakaty…

Od tego czasu mam uczulenie i ostro reaguję na każdy rodzaj tego typu działalności. Po prostu z kilometra czuję kołcza nosem, a nie uświadomionych znajomych przestrzegam.

„Ej patrz to ten kołcz, co nie potrafi nawet samodzielnie zawiązać butów”

Jeszcze bardziej denerwują mnie madki

Druga grupa, która szczególnie mnie drażni to wszelkiego typu „ekspertki”. „Madki”, które nudzą się w domu i udają kogoś kim kompletnie nie są. Niestety blogosfera jest pełna tego typu Pań. I nie było by w tym nic złego, gdyby nie fakt, że standardy w wielu branżach dramatycznie się obniżyły

Na przykład dam… kurs SEO. Być może zastanawiasz się dlaczego nagle bez słowa przestałem publikować kolejne lekcje? Odpowiedź jest brutalna – straciłem wiarę w ludzi. Szykując kurs zajrzałem do innych kursów dostępnych w internecie. Jeden niestety kupiłem, drugi na szczęście miał darmową lekcję, bo nie odżałowałbym tak marnie wydanych pieniędzy…

Długo zastanawiałem się co umieścić w kursie oraz jak i za ile co sprzedać. Robiąc proste porównanie produktu doszedłem do wniosku, że cena rzędu 1500-2000zł jest kompletnie nie do przyjęcia, ale w porównując zawartość dostępnych kursów byłaby adekwatna. Tym samym kompletnie zarzucam pomysł wypuszczenia kursu online. Być może wkrótce zdecyduję się na szkolenia stacjonarne (może nawet bezpłatne), ale wchodząc na rynek online zwyczajnie czułbym się źle.

Okazja Miesiąca - 400zł do biedronki z Kartą Simplicity

W tej ramce co jakiś czas znajdziesz nową, ciekawą promocję bankową. Tym razem jest to karta kredytowa Simplicity w CitiBanku. Promocja umożliwia zgarnięcie bonu o wartości 400zł do biedronki, w zamian za spełnienie warunków

Podstawowymi warunkami promocji są:

  • Wyrobienie karty i dokonanie 5 transakcji miesięcznie w ciągu 2 pierwszych miesięcy (łącznie 10 transakcji)
  • Zgoda na przetwarzanie danych w celach marketingowych

Szczegóły promocji dostępne są na stronie banku. 

  • Sprawdź ofertę
  • Tak masz rację – mam w sobie mnóstwo żalu i hejtu

    Nie ukrywam tego. Czuję się źle działając w obecnym profilu, dlatego czas na radykalną zmianę. Do tej pory starałem się kierować mojego bloga do konkretnej grupy wiekowej i zawodowej. Teraz widzę, że czas skupić się na jednej płci. Od dziś jest to blog męski. Pisany przez faceta, dla facetów i o facetach.

    Finanse i technologie dalej są dla mnie ważne i wciąż będą stanowiły ważną część bloga, ale dotychczasowe formaty zdecydowanie są do wymiany. Za dużo w nich „dopasowania do rynku”. Czas pójść własną, niewydeptaną ścieżką. Pewnie ciężką i wyszydzaną, ale dla mnie jedyną słuszną.

    I żeby była jasność. Nie mam nic do kobiet, a wręcz przeciwnie ( ͡° ͜ʖ ͡°). Mam też świadomość, że nie zbawię blogosfery. Po prostu nie chcę czytać i widzieć gówna, ani z nim konkurować. Mam na to za słabe nerwy, ale o tym pewnie jeszcze kiedyś ci opowiem…