Nie od dziś wiadomo, że jedną z najlepszych sił napędowych dla biznesu są kontakty. Podobnie jest w przypadku influencerów – kontakty z innymi blogerami, youtuberami, a także z pracownikami agencji PR po prostu pomagają w przebiciu się z nisz i wypłynięcie na szerokie wody internetowego showbiznesu.

Żeby poznać kilka ciekawych osób „z branży”, wysłuchać prelekcji, napić się piwa i wygrać książkę z przepisami dla wegetarian pojechałem do Kielc na Blogotok – jedną z największych konferencji dla blogerów. Jak zwykle nie przywiozłem żadnych zdjęć z tej wyprawy, ale w końcu krówki, wideo, i relacja na blogu też się liczą. Prawda?

Krótka recenzja Kielc, czyli złe miłego początki

Gdy w o 6:50 wsiadałem do pociągu wiedziałem, że mogą czekać mnie pewne utrudnienia. Impreza bowiem odbywała się na Targach Kielce, 5km od centrum, a jak wskazywały mapy i rozkłady… te rejony, mówiąc delikatnie, do dobrze skomunikowanych nie należą. Mimo to liczyłem, że moja umiejętność poruszania się komunikacją miejską w dowolnym miejscu na świecie na coś się przyda i szybko dojadę na miejsce.

Niestety… Jedyny autobus, którym mogłem dojechać bezpośrednio uciekł mi sprzed nosa, wszystkie inne, które mogły dowieźć mnie około 1,5km od miejsca docelowego nie jeździły, a kolejny autobus nie pozwoliłby dojechać mi na czas. Trudno – trzeba było wziąć taksówkę. Niby dwie dychy to nie majątek, tyle że… taksówek nie było. W informacji ZTM niczego nie wiedzieli, a z podobnym problemem zmagali się również inni pasażerowie.

Po około 40 minutach błądzenia z przystanku na przystanek pojawiła się taksówka i chętna duszyczka do wspólnego przejazdu. Po 15 minutach byłem już zarejestrowany i mogłem pogadać ze znajomymi, których spotkałem wcześniej na innych imprezach tego typu.

W tym miejscu muszę wystawić złą ocenę kieleckiemu przewoźnikowi. Nie wiem kto odpowiada za rozkłady, ale skoro prawdopodobnie co weekend coś się dzieje na targach to wysyłanie 4 czy 5 autobusów w ciągu dnia (wierząc rozkładowi wywieszonemu na przystanku, nie w internecie) jest obłędem i strzałem w stopę.

Blogotok czyli warsztat

Kubek wody, ciasteczko i ochłonąłem – wreszcie usiąść i wysłuchać prezentacji, a te były naprawdę ciekawe. Na pierwszy ogień poszedł Łukasz Sawa z bloga „Ale Meksyk”, który opowiedział co nieco o pozycjonowaniu responsywnej stronie. Po około 30 minutach na scenie pojawiła się Marysia Górecka z prelekcją o profesjonalizacji i delegowaniu zadań związanych z blogiem.

Po krótkiej przerwie na soczek i babeczkę wysłuchałem bloku poświęconego narzędziom. Przedstawiciele Brand24, TradeTracker, Freshmail, Kupon.pl i Reach a Blogger w kilku prostych słowach dali blogerom kilka bardzo istotnych protipów:

  1. Mikołaj Winkiel z Brand24 pokazał dlaczego warto monitorować wzmianki i swojej marce.
  2. Na prezentacji Freshmaila pojawił się pomysł na aktywizację nieakwywnych subskrybentów (Przeproś tych, którzy nie czytają maili, że newsletter jest nudny i zapytaj co jest nie tak).
  3. TradeTracker niemal przekonał mnie do afiliacji (a tu sprawdzisz czemu jej nie lubię).

Po panelu partnerów, pizzy i sushi konferencję domknęli Jakub Pasek z prezentacją o budowaniu marki (bardzo dobrą), Tomek Czajkowski z prezentacją o inwestowaniu w bloga (zajebistą :D) i Kasia Pura, która mówiła o błędach początkujących.

Dlaczego warto brać udział w konferencjach?

Na to pytanie po części odpowiedziałem we wstępie, ale jest jeszcze jeden powód dla którego je lubię. Mianowicie spotkanie z ludźmi, którzy robią coś podobnego daje niesamowitą energię do działania. Nie ukrywam – czuję się ekspertem w tworzeniu stron internetowych i SEO, więc prezentacje skierowane do mniej doświadczonych uczestników nie zaskoczyły mnie przełomową wiedzą. Mimo pewne uporządkowanie wiedzy i zobaczenie efektów na przykładach bardzo się przydaje.

Z resztą – sami zobaczcie moją krótką, trochę śmieszkowatą relację z imprezy.

Książka kucharska i konkurs

W trakcie imprezy organizatorzy zorganizowali konkurs na najbardziej aktywnego twitterowicza. Naprawdę nie wiem jak to zrobiłem, ale wygrałem go i zdobyłem torbę krówek, i dwie książki kucharskie. Łącznie 720 przepisów i drugie tyle dziur w zębach po krówkach.  W tym miejscu chciałbym serdecznie pogratulować Łukaszowi Kołodziejczykowi, który przez cały dzień zdecydowanie prowadził w klasyfikacji na twitterze. Serio, do teraz nie wiem jak go wyprzedziłem.

Uwaga: Nie jestem wege, a podejrzewam, że część z moich czytelników nie je mięsa, dlatego książka „Zielony garnek” może być Twoja. Wystarczy, że w komentarzu napiszesz krótką historię o tym co dały Ci konferencje, w których uczestniczyłeś (nie muszą być blogowe – równie dobrą historię można napisać o konferencji dot. fizyki kwantowej). Na komentarze czekam do niedzieli 30 kwietnia. Wygrywa najlepsza historia 😉

ksiązka kucharska zielony garnek