Porażki towarzyszą nam na każdym kroku. W pracy, w miłości, w biznesie, w kuchni – wszędzie. Im więcej ich jest tym bardziej się frustrujemy, a im bardziej się frustrujemy tym ciężej osiągnąć sukces. Koło się zamyka i sytuacja się pogarsza, prawda? Otóż nie prawda. Porażka to jest czymś naturalnym i o tym z okazji „Tygodnia Porażki” chciałbym Ci przypomnieć.

Tydzień porażki to projekt organizowany w ramach olimpiady „Zwolnieni z teorii” organizowanej pod patronatem Ministerstwa Rozwoju. #Tydzienporazki #weekforfailure

Historia wzlotu i upadku

Byłem kiedyś młody, przystojny i miałem gadane. Prowadziłem bloga o nowych technologiach i całkiem realnie widziałem siebie jako przyszłą gwiazdę internetu. W międzyczasie wszedłem w politykę – w ruch, który miał 1% poparcia, dzięki czemu szybko się wybiłem. Blog rósł, partia osiągnęła sukces, a dodatkowo pomimo ewidentnych wpadek na moim koncie pojawiło się kilka spektakularnych zwycięstw.

Było super i nagle nadszedł krach. Blog przestał się rozwijać, ugrupowanie się rozpadło, a dotychczasowe sukcesy stały się moim największym przekleństwem. Sytuacja robi się trudna – chcąc utrzymać dawne znajomości, biznes blogowy i wszystko to na czym mi zależy musiałby wydarzyć się cud. I wydarzył się, ale nie taki jak chciałem. Moim cudem było uświadomienie sobie jednej ważnej rzeczy.

Porażki są czymś zupełnie naturalnym i najlepszą receptą na zwycięstwo jest cierpliwość i zrozumienie.

To była złota myśl. Brzmi trochę szarlatańsko, ale zaręczam, że tak jest. Potknięcia się zdarzają i nie da się ich całkowicie wyeliminować. Prawdziwą siłą ludzi wielkich jest ich spokój i opanowania.
Mimo to trzeba mieć coś jeszcze…

Nie ma zwycięstwa bez pracy

Moja znacznie skrócona historia miała nauczyć Cię cierpliwości i godzenia się z porażką. Zakładam jednak, że jesteś ambitny dlatego powiem jeszcze jeden banał – bez pracy nie ma kołaczy.

Każdy wielki biznes wymagał ogromnego zaangażowania twórców i głównych właścicieli. Za najlepszy przykład zaangażowania uważam Billa Gatesa, który jeszcze w 1989 roku pisał kod oprogramowania Microsoftu (a już wtedy był szefem jeden z największych korporacji), a w latach 90-tych dalej uczestniczył w procesie produkcji Windowsa. To pokazuje ile trzeba się napracować, często „poniżej kwalifikacji”, żeby zbudować swoje małe imperium. Przedsiębiorca zwłaszcza na początku musi wykonywać niemal wszystko – począwszy od produkcji, przez sprzedaż, po sprzątanie biurka i mycie kubków po kawie. Z czasem, gdy firma się rozrasta, zatrudniasz coraz więcej pracowników, którzy wykonują większość pracy za Ciebie, ale tutaj pojawiają się kolejne problemy…

Jak rozdzielać kompetencje i nadzorować menedżerów?

Masz już firmę, zatrudniasz pracowników i marzy Ci się międzynarodowa kariera, a jednak dalej zajmujesz się wszystkim i wszystko chcesz nadzorować. Nagle brakuje Ci sił, pracownicy się buntują i firma przestaje się rozwijać. Upada, a ty zaliczasz kolejną porażkę. Brzmi znajomo? Z pewnością, bo w poprzednim akapicie chwaliłem Billa Gatesa, który nadzorował każdą linikę kodu gdy był właścicielem ogromnego imperium. I jak tu być mądrym?

Rozsądzenie co jest istotne, a co można oddelegować jest kolejnym kluczowym czynnikiem w rozwoju przedsiębiorstwa. Jednym z wielu, bo każdy etap to inny problem zarządczy. Pomimo, że na każdym etapie rozwoju od właścicieli wymaga się coraz mniej zaangażowania to ryzyko, że coś pójdzie nie tak wcale nie maleje, dlatego odpowiedni nadzór jest po prostu konieczny.

Jaki z tego morał?

Mądry menedżer nie boi się porażek, lecz wyciąga z nich wnioski. Największym błędem zatrzymanie w rozwoju wyłącznie z powodu obawy.

Trzeba się rozwijać, wyciągać wnioski z przeszłości i odważnie kroczyć przed siebie. To z pewnością nie będzie łatwe, szybkie i przyjemne, ale uwierz mi warto. A skoro przeczytałeś moją historię, a teraz czytasz ten artykuł, myślę że jestem tego dobrym przykładem.

  • Porażki będą towarzyszyć każdemu zawsze, w każdej dziedzinie, niezależnie od majętności, dlatego to właśnie stanowi klucz w twoim samorozwoju. Jak upadnę, to wstanę silniejszy – nie jest wcale takie bezpodstawne.

  • Od roku próbuję postawić swojego bloga na nogi. Jednak zamiast coraz więcej to czyta go coraz mniej osób. To jest moja porażka. Prawie 3 lata ciężkiej pracy i prawie zero efektu. Nie widzę już sensu tego ciągnąć. Poddaje się.

    • Cześć Wojtek,
      Szkoda, że się poddajesz, ale doskonale Cię rozumiem. Ja miałem ok 10 blogów i stron zanim osiągnąłem „jakieś” efekty i drugie tyle zanim założyłem „Finanse od Podstaw”. Frustracja potrafi być dobijające i jeśli faktycznie nie masz pomysłu na rozwój to wycofanie się wcale nie jest złym pomysłem.

      • wiesz. nie chcę tego robić bo blogowanie sprawia mi wiele przyjemności ale wydaje mi się, że pisanie dla samego siebie to strata czasu.