Coraz więcej blogerów postrzega prowadzenie bloga jako sposób na biznes. Możliwości zarabiania na blogu jest wiele, a jedną z najpopularniejszych form są współprace z markami bądź agencjami. Niestety często okazuje się, że nie wiemy jak podpisać dobrą umowę współpracy, która będzie korzystna dla obu stron.

Dzisiejszy wpis stanowi skondensowaną formę mojego szkolenia na spotkaniu blogerów w Katowicach, które odbyło się w połowie grudnia i wyjaśniam w nim co musi zawierać umowa, czego nie powinno w niej być oraz jak stosować kary umowne.

Podstawowe zasady podpisywania umów

Jak pisał Tomek Tomczyk w „Blogu”, swojej książce, którą zresztą polecam – „pierwszy pieniądz zawsze śmierdzi”. Czy przy mojej pierwszej współpracy byłem w porządku wobec swojego partnera? Dziś z perspektywy czasu wiem, że moja oferta była naprawdę uczciwa i choć kręciłem nosem to wszelkie wątpliwości, które miałem były przesadzone. Czego dotyczyły? Przede wszystkim tego czy uda mi się dostarczyć marce wartościowego wpisu, ale także czy cena za kampanię jest odpowiednia.

To są normalne dylematy i prawdopodobnie będziesz je mieć przy wielu umowach. Prawda jest jednak taka, że takie gdybanie do niczego nie prowadzi, dlatego warto trzymać się kilku absolutnie podstawowych zasad podpisywania umów:

  • Współpraca musi się opłacać – marki czy agencje nie zwracają się do Ciebie z dobrego serca. Mają w tym interes i na etapie wyboru blogerów szacują gdzie warto zainwestować. Ta sama zasada działa również w drugą stronę – Ty również musisz oszacować czy dana marka pasuje do Twojego bloga, czy możesz zaoferować jej dobrą ofertę i przedstawić cenę, która usatysfakcjonuje obie strony.
  • Każdą umowę należy negocjować! – nieraz będzie tak, że agencje przyjmą cenę, którą oferujesz, ale czasem zaproponują Ci ofertę, która będzie absurdalna. Wówczas nie warto się obrażać. Negocjuj! Nic nie tracisz, możesz sporo zyskać, a dodatkowo pokazujesz, że jesteś partnerem, który wie na czym stoi oraz ma konkretne wyobrażenie współpracy.
  • Umowa musi być symetryczna – uczciwy układ to taki, który nie preferuje interesów żadnej ze stron. Zarówno korzyści jak i odpowiedzialność za ewentualne niedopełnienie umowy powinny zrównoważone.
  • Umowa musi mieć formę pisemną– w prawdzie prawo dopuszcza stosowanie umów ustnych, ale forma pisemna daje nie tylko większa kontrolę nad jej realizacją, ale również większe zabezpieczenie w razie ewentualnego dochodzenia swoich praw przed sądem.
  • Umowa musi być konkretna – cokolwiek jest przedmiotem umowy musi być w niej zapisane tak, żeby nikt nie miał wątpliwości jakie obowiązki i prawa ma każda ze stron.

Dobra umowa współpracy musi być oparta o wszystkie powyższe zasady! Co z tego, że umowa będzie konkretna, jak będzie nie opłacalna. Albo co będzie w sytuacji gdy wynegocjujesz świetne warunki, ale kontrahent w dniu wypłaty stwierdzi, że nie został od spisany żaden dokument i chcąc otrzymać pieniądze będziesz musiał iść do sądu.

Ważne: Ustalenia dokonane drogą mailową nie są umową pisemną. Skany umów też nie wystarczą – każda ze stron powinna posiadać przynajmniej po jednej, podpisanej kopii umowy.

Jakie elementy musi zawierać umowa?

Każda formalna umowa musi zawierać kilka zasadniczych elementów, bez których o nieporozumienie lub co gorsza o wywieranie presji na drugiej stronie umowy nie łatwo. W przypadku współpracy na blogu bez wątpienia umowa współpracy powinna zawierać:

  • Dane zleceniodawcy i zleceniobiorcy – kto, z kim podpisuje umowę. Od tego zależy m.in. kto wpłaca podatki do US, ale także w razie wątpliwości co „jakości” partnera pozwala określić z kim będzie toczony ewentualny spór.
  • Informację o formacie i tematyce kampanii – określenie na czym będzie polegać kampania i pod jakim hasłem będzie realizowana jest absolutnym minimum. Format to artykuł, film video, podcast, banner itp. Określenie tematyki musi być dokładne. Nie wystarczy napisać, że kampania dotyczy np. premiery smartfona XYZ. Lepiej napisać, że tematem artykułu będzie recenzja smartfona XYZ lub relacja z oficjalnego punktu sprzedaży.
  • Terminarz kampanii – w tym punkcie bloger określa kiedy opublikuje wpis, do kiedy przygotuje raport, a w przypadku długotrwałej współpracy określi terminy realizacji poszczególnych etapów.
  • Kwota wynagrodzenia, termin i sposób płatności – to ile się należy, do kiedy trzeba zapłacić, ale również jak zapłacić. Chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego jest to obowiązkowa pozycja umowy.

Bez tych zapisów ani rusz. Zdarzyło mi się otrzymać umowy bez wyraźnie zaznaczonego terminu płatności, a na moje uwagi niedoszli kontrahenci reagowali nerwowo. Innym razem znajoma opowiadała mi historię jak za kubek… musiała nieźle się napracować na instagramie, a agencja i tak chciała więcej i więcej.

Nawet jeśli pierwszy raz w życiu spisujesz jakąkolwiek umowę nie bój się zwracać uwagi na niewątpliwe wady i kwiatki. Podpisanie złej umowy nie gwarantuje Ci, że zostanie ona poprawnie zrealizowana przez partnera. Pamiętaj, że kontrahentowi też powinno zależeć na podpisaniu dobrej umowy. W końcu nie płaci Ci, ponieważ chce na tej współpracy zarobić.

Jakich zapisów w umowie nie warto stosować?

Podpisując umowy z agencjami nie raz natkniesz się na dwa zapisy, których absolutnie nie powinny w umowie się znaleźć:

  • Przeniesienie praw autorskich – niektórzy tłumaczą, że ten służy wyłącznie kwestią podatkowym (efektywny podatek na umowie o dzieło obniża się do 9%), ale to nie zmienia faktu, że agencja może później rozporządzać Twoim artykułem bez ograniczeń. Są blogerzy, którzy wychodzą z założenia, że perspektywa konieczności usunięcia wpisu sponsorowanego z bloga im nie szkodzi, ale osobiście uważam to za nie dopuszczalne. Mój blog to mój zamek i moje zasady. Nie warto z tego rezygnować dla paru złotych.
  • Akceptacja wpisu przed publikacją – bardzo popularny zabieg wobec niedoświadczonych blogerów. Napiszesz dobrze to dostaniesz kasę, napiszesz źle to będziesz musiał zmienić wpis/dodać linki/wypromować zdjęcie prezesa. To czy opinia ma być pozytywna czy nie ustala się przed podpisaniem umowy. Jeśli partner zaakceptował warunki merytoryczne, wówczas przysługuje mu co najwyżej wgląd do wpisu przed publikacją.

Czy warto stosować kary umowne? Kilka słów o symetrii umowy

Podczas szkolenia w Katowicach jednym z elementów były rozważania dotyczące stosowania kar umownych. Czy warto je właściwie stosować? Moim zdaniem warto. Powód ich istnienia jest bardzo prosty – kary umowne to podstawowe zabezpieczenie przed opóźnieniami płatności. Czasem słyszymy, że agencje mają problem z terminami płatności, a kara skutecznie odstrasza nierzetelnych partnerów.

Kilka akapitów pisałem o symetrii umów dlatego nie powinno Cię dziwić, że agencja również ma prawo domagać się symetrycznych zapisów za wobec Ciebie. Jeśli chcesz zapisania np. kary w wysokości 2% wynagrodzenia za każdy dzień zwłoki w płatności, wówczas w umowie powinien znaleźć się zapis o odpowiedniej karze za każdy dzień opóźnienia w publikacji wpisu.

Kary umowne powinny być mieczem obosiecznym. Ważne, żeby motywowały obie strony. Wiele firm stosuje kary wyłącznie wobec blogera, dlatego trzeba tego typu zapisy wyrównać. Trzeba też uważać na zapisy, które absolutnie nie powinny znaleźć się w umowie:

  • Kary za brak dostępu do strony – nawet najlepsze serwerownie nie zapewniają uptime’u na poziomie 100%. Kary za błąd serwera są niedopuszczalne.
  • Kary za negatywne opinie czytelników – kiedyś słyszałem o takim kwiatku, ale chyba na szczęście czasy tak absurdalnych zapisów już minęły.

Podsumowanie

Powyższe zasady może nie są zbyt odkrywcze, ale elementarne zasady zawsze warto przypominać. Niestety sporo osób wciąż godzi się na niekorzystne warunki lub wątpliwe zapisy dlatego proszę Cię – podejdź do współpracy na spokojnie. Wiem, że pierwsza oferta zawsze kusi, że możesz się bać odrzucenia wyższej propozycji, ale zapewniam Cię, że w przyszłości to się opłaci.

Opinię taniego blogera, który zareklamuje wszystko za kubek kawy łatwo sobie wyrobić, ale naprawić to i przemienić się w odpowiedzialnego i cenionego partnera w interesach jest znacznie trudniej.

Okazja Miesiąca - 400zł do biedronki z Kartą Simplicity

W tej ramce co jakiś czas znajdziesz nową, ciekawą promocję bankową. Tym razem jest to karta kredytowa Simplicity w CitiBanku. Promocja umożliwia zgarnięcie bonu o wartości 400zł do biedronki, w zamian za spełnienie warunków

Podstawowymi warunkami promocji są:

  • Wyrobienie karty i dokonanie 5 transakcji miesięcznie w ciągu 2 pierwszych miesięcy (łącznie 10 transakcji)
  • Zgoda na przetwarzanie danych w celach marketingowych

Szczegóły promocji dostępne są na stronie banku. 

  • Sprawdź ofertę