Po krótkim wpisie powitalnym przyszedł czas, aby zacząć pisać o naprawdę ważnych rzeczach. Zacznę więc od początku, czyli o istocie oszczędzania i optymalizacji kosztów.

W dzisiejszym wpisie poruszę temat maksymalizacji użyteczności zakupów i spróbuję Cię przekonać, że, i tutaj niespodzianka, nie zawsze warto oszczędzać. Brzmi intrygująco? W takim razie zapraszam Cię do lektury wpisu.

Pieniądze to nie wszystko

O tym chyba wiemy wszyscy. Owszem, pieniądze są w życiu ważne i ich odpowiednia ilość pozwala na uzyskanie większego komfortu, rozrywek, realizowania pasji, ale nie wszystko za pieniądze można kupić. Na szczęście większość ludzi to rozumie. Problem polega jednak na czymś innym – wiele osób nie potrafi maksymalizować korzyści jakie przynosi zarówno wydawanie, jak i oszczędzanie pieniędzy. Dlaczego tak jest? Wyobraźmy sobie następująca sytuację:

Byli sobie Skąpy Sławek, Rozrzutny Rysiek i dla parytetu Mądra Małgosia. Każde z nich potrzebowało samochodu i każde z nich miało 50 tys. zł w gotówce. Jakie były ich zakupy?

Skąpy Sławek oszczędza na wszystkim, aż do przesady. Potrafi sobie odmówić jedzenia, żeby tylko zaoszczędzić. Nie ma konkretnego celu oszczędzania, ale nie potrafi rozstać się ze swoimi pieniędzmi i skrupulatnie gromadzi je na koncie. Uświadomiwszy sobie, że musi kupić samochód (taka praca – musi być maksymalnie mobilny), kupuje Poloneza Caro, rocznik 1998, nieco podrdzewiałego, ale jeszcze na chodzie (nie długo będzie konieczny remont skrzyni biegów). Wydał na niego 2 tysiące złotych + najtańsze OC + koszty rejestracji to razem 3000zł. Pozostałe 47 tysięcy wylądowało na koncie Sławka i leży tam, aby tylko nie ubyło.

Rozrzutny Rysiek to przeciwieństwo Sławka. Ma na utrzymaniu rodzinę – w prawdzie zarabia nieźle, ale gdyby nie spadek po ciotce, nigdy nie ujrzałby na oczy 50 tysięcy złotych. Małe dzieci, niby mały kłopot, ale chcąc gdziekolwiek pojechać, trzeba oprócz bagaży zmieścić w samochodzie wózek. Żona Ryśka proponuję, żeby kupili jakieś rodzinne kombi za około 40 tysięcy, a 10 tysięcy odłożyli na czarną godzinę. Niestety – Rysiek kupił 15-letniego Mercedesa Klasy S, w wersji prezydenckiej – duże auto, ale pali 14 litrów na setkę i jest drogie w utrzymaniu. Dodatkowo Rysiek boi się kradzieży, więc nie trzyma auta pod blokiem, więc w tym celu wynajmuje garaż za kolejne 200zł miesięcznie.

Ostatnia jest Mądra Małgosia. Zmieniła pracę i musi być bardziej mobilna, ale o samochodzie myślała już od jakiegoś czasu, bo dzięki oszczędzaniu i racjonalnym wydatkom może pozwolić sobie na trochę komfortu. Jej wybór to Skoda Fabia – 3-letnia, kupiona od znajomego za 28 tysięcy. Autko jest dość oszczędne i chociaż nie jest to Mercedes, to komfort jazdy jest zadowalający. Chociaż Małgosia dysponowała kwotą 50 tysięcy złotych, wolała wydać mniej, ponieważ zdaje sobie sprawę z tego, że niedługo będzie chciała wyjść za mąż i gdy pojawią się dzieci potrzebna będzie przeprowadzka do większego mieszkania.

Kto podjął najlepszą decyzję? Chyba to oczywiste że Małgosia. Teraz przyjrzyjmy się dlaczego tak jest?

Po roku użytkowania poloneza okazało się, że to studnia bez dna. Sławek wydał 3000zł na naprawy (pomimo, że Polonezy nie są drogie w eksploatacji, napraw było wyjątkowo dużo). W efekcie nasz skąpiec wydał 5500zł na samochód wart 2000zł. Reszta oszczędności leży na koncie bez celu i Sławek nie będzie miał z nich żadnego pożytku.

Samochód Ryśka również do tanich nie należy. Spalanie w mieście jest kosmiczne, a szybujące w górę ceny ropy spowodowały, że Rysiek musi zacząć myśleć ile na co wydaje, a że wydał cały spadek na luksusowe auto, jego rodzina musiała zrezygnować z zimowego wyjazdu na ferie, bo nie udało się odłożyć ani grosza . Żona jest wściekła.

Małgosia cieszy się swoim samochodem – póki co wydatki na auto nie są wysokie, a zaoszczędzone pieniądze pracują na przyszłość. Z niczego nie rezygnując Małgosia osiągnęła maksymalną użyteczność z wydanych i zaoszczędzonych pieniędzy.

Dlaczego użyteczność jest tak ważna?

Oszczędzanie i optymalizacja kosztów nie ma najmniejszego sensu jeśli nic z tego nie będziemy mieć. Nie po to pracujemy i uczymy się, żeby nic z tego nie mieć. Każdy z nas robi to w jakimś celu. Dlatego też tak ważne jest, żeby nie odmawiać sobie bez powodu nie osiągając żadnej korzyści w zamian. Jeśli się odchudzasz – korzyścią jest lepsze samopoczucie, jeśli odmówisz sobie jedzenia na mieście – być może zbierasz na wakacje za granicą. A co w przypadku gdy od lat gromadzisz pieniądze na koncie, ale nie masz zamiaru nigdy ich wydać – co więcej przekazanie ich później komuś w spadku jest jedynie efektem ubocznym? Wówczas jedynie tracisz korzyści, które możesz uzyskać w zamian za skrupulatne oszczędzanie.

Oczywiście celem tego artykułu nie jest nakłanianie Cię do wydawania pieniędzy na lewo i prawo „bo Ci się należy coś od życia”. Zachęcam Cię jedynie do rozważenia korzyści i potencjalnych strat z wydawania każdej kolejnej złotówki, bowiem określenie jasnych i przejrzystych celów to pierwszy krok to zmiany na lepsze.

A jakie jest Twoje zdanie na ten temat? Proszę podziel się nim ze mną i z moimi czytelnikami w komentarzu poniżej 😉