Wracam! Po długiej przerwie wreszcie wracam z nowym wpisem, który poniekąd dotyczy przyczyn mojej nieobecności. Chodzi o prowadzenie firmy, która, jak się okazało w początkowym okresie rozwoju zabiera mi znacznie więcej czasu niż zakładałem. Problemy z czasem wynikają z zasadniczych błędów, których się nie ustrzegłem.

W dzisiejszym wpisie chciałbym się opowiem o tych błędach, pokażę jakie były ich efekty, a także przedstawię dylematy przed jakimi stoję i jakie pewnie zadaje sobie niejeden młody przedsiębiorca. Zapraszam do lektury!

To jest wpis z serii „Biznes od zera„. Jeśli nie zapoznałeś się jeszcze z poprzednimi wpisami, gorąco zachęcam do ich lektury, gdyż cała seria tworzy spójną całość:
  1. Jak nie płacić ZUS w dwuosobowej spółce z o.o.? – Czyli alternatywne formy prowadzenia działalności
  2. Jednoosobowa działalność gospodarcza bez ZUS – Kto i na jakich warunkach nie musi płacić składek społecznych?
  3. Dlaczego poniosłem porażkę w biznesie? – case study
  4. Jak nie prowadzić firmy? – 5 błędów które popełniłem i które chcę wyeleminować.

Firma i jej forma prawna

Zanim przejdę do sedna problemu dzisiejszego wpisu, chciałbym naświetlić Ci sytuację „mojej” firmy. Nie bez powodu napisałem „mojej” w cudzysłowie, ponieważ jest to firma rodzinna, którą prowadzi mój tata, a ja jestem w niej zatrudniony na podstawie umowy zlecenie.

Dlaczego wybraliśmy taką formę? Z Kilku powodów. Najważniejszym uwarunkowaniem była działalność agenta ubezpieczeniowego taty, która wymaga prowadzenia działalności gospodarczej. Drugim były kwestie składek ZUS, które w przypadku mojego taty są znacznie niższe, bowiem jako pracownik etatowy płaci on jedynie składkę zdrowotną. Ja zaś pracuję na umowę zlecenie, zajmując się pozyskiwaniem klientów, kontaktami z klientami i współpracownikami w „pionie” agencji interaktywnej, a także wykonuję część zleceń firmy.

Nie ukrywam, że jest to wygodny układ – ja pracuję na dogodnej dla mnie umowie (i co najważniejsze w pełni zgodnej ze stanem faktycznym, w przeciwieństwie do powszechnych praktyk zastępowania umów o pracę „śmieciówkami”), a w dodatku mogę płacić niższe daniny. Mimo, że nie działam na swój rachunek mam wystarczającą autonomię by rozwijać firmę.

Wracając do firmy, tak jak już powiedziałem mój tata zajmuje się ubezpieczeniami (polecam naszą stronę internetową), zaś ja prowadzę „pion” agencji interaktywnej (no dobra – może na razie to trochę na wyrost). AlphaIdea.pl – bo tak się nazywa marka wydzielona w obrębie firmy to projekt kierowany do mikro, małych i średnich firm, którego celem jest dostarczanie podstawowych usług związanych z reklamą w internecie i nie tylko (strony www, identyfikacja wizualna, SEO, itp.).

W analizie błędów biorę pod uwagę wyłącznie moje zadania w firmie. Działalność ubezpieczeniowa rządzi się trochę innymi prawami toteż nie będę brał jej pod uwagę.

#1 Działania wbrew planom

Dobry plan to podstawa. Niestety – nawet najlepszy bez odpowiedniego wdrożenia nadaje się do kosza. Rozpoczynając w styczniu przygotowania do startu z moim projektem początkowo trzymałem się planu i efekty były naprawdę niezłe. Niestety gdy pojawiły się pierwsze małe sukcesy postanowiłem iść za ciosem i to był spory błąd. Szybko okazało się, że to był po prostu szczęśliwy traf, a nie efekt moich działań. Stanęło na tym, że straciłem ponad miesiąc na realizacji strategii, której w ogóle nie planowałem.

Dopiero od kilkunastu dni z powrotem jestem na właściwych torach i nadrabiam braki, które z pewnością opóźnią moje dojście do zamierzonych efektów, a tym samym opóźnią moje długo wyczekiwane wakacje.

#2 Zbyt małe delegowanie obowiązków

Na początku działalności założyłem sobie, że zajmę się głównie pozyskiwaniem klientów, a na siebie będę brał głównie większe zlecenia. Początkowo tak było, ale gdy tylko minęła pierwsza fala klientów stanąłem przed wyborem – ryzykować mniejsze zarobki i szukać dalej czy wziąć więcej na siebie? Niestety wybrałem to drugie i to był poważny błąd. Nie ma firmy bez klientów, a Ci sami się nie znajdą (przynajmniej nie na tym poziomie i nie w tej branży). Niestety chęć chwilowego podniesienia zysków (które i tak na razie są niewielkie) całkowicie mnie zaślepiła i tak być może straciłem kilku wartościowych klientów (ale tego nie wiem).

#3 Błędy w poszukiwaniu klientów

Tutaj popełniłem ich całą masę. Począwszy od braku bazy potencjalnych klientów wśród znajomych, przez zbyt wąski zakres poszukiwań (niestety w tej branży trzeba kreować zapotrzebowanie, a nie tylko na nie odpowiadać), po brak standaryzowania oferty. To wszystko wpłynęło na to, że poszukiwania idą jak po grudzie, wiele czynności zajmowało mi znacznie więcej czasu niż dotychczas.

Częściowo udało mi się wyeliminować te problemy, ale wciąż nie zwróciłem się do swoich znajomych, do których tak naprawdę powinienem zwrócić się w pierwszej kolejności. Dużo pracy przede mną w tym zakresie w najbliższych dniach.

Okazja Miesiąca - 400zł do biedronki z Kartą Simplicity

W tej ramce co jakiś czas znajdziesz nową, ciekawą promocję bankową. Tym razem jest to karta kredytowa Simplicity w CitiBanku. Promocja umożliwia zgarnięcie bonu o wartości 400zł do biedronki, w zamian za spełnienie warunków

Podstawowymi warunkami promocji są:

  • Wyrobienie karty i dokonanie 5 transakcji miesięcznie w ciągu 2 pierwszych miesięcy (łącznie 10 transakcji)
  • Zgoda na przetwarzanie danych w celach marketingowych

Szczegóły promocji dostępne są na stronie banku. 

  • Sprawdź ofertę
  • #4 Brak wdrożenia systemu CRM

    Na początku organizacji pracy zainstalowałem na serwerze system CRM, który miał mi ułatwić zarządzanie kontaktami i bazą potencjalnych klientów. Niestety – szybko zrezygnowałem z tego rozwiązania, bo wydawało mi się ono zbyt pracochłonne.

    Mimo, że nie posiadam ogromnej bazy (w dużej mierze tworzę ją samodzielnie), a z obecnymi klientami staram się trzymać kontakt, to widzę, że CRM jest znacznie lepszym rozwiązaniem niż kolejne tabelki w arkuszu kalkulacyjnym.

    #5 Brak standaryzacji dokumentów

    To chyba moja największa zmora. Fakt, wszystkie papiery są dobrze napisane, nie zawierają błędów merytorycznych, ale po co męczyć się kilka razy przygotowując za każdym razem inną umowę, jak można mieć wzór.

    Jak mawiają, szewc bez butów chodzi i tak też jest w moim przypadku. Oferty, umowy, faktury, referencje, klauzule – to wszystko powinno być standaryzowane. Niestety chwilowo nie jest i to kolejny niezwykle duży błąd, nad którym już pracuję.

    Tak jak pisałem wcześniej, powyższe błędy znacząco wpłynęły na moją organizację pracy, a co za tym idzie również na opłacalność całego biznesu.

    Dylematy młodego przedsiębiorcy

    Choć do prowadzenia firmy w teorii przygotowują mnie studia, a moje daleko wcześniejsze zainteresowania też kręcą się wokół biznesu to jednak wciąż stoję przed dylematami, które teoretycznie już na wstępie powinienem odrzucić. Oto one:

    Czy zaoferować swoje usługi znajomym?

    Pytanie na pozór absurdalne, bo teoretycznie to znajomi powinni być pierwszym celem naszych działań marketingowych, ale czy na pewno? Czy warto wprowadzać element biznesowy w relacje budowane przez lata?

    Czy warto kreować popyt?

    Marketing bezpośredni to dziesiątki godzin, setki maili i telefonów, które mogą nie przynieść żadnego efektu. Czy warto zaryzykować czy lepiej spróbować przebić się przez konkurencję i dotrzeć do tych, którzy szukają tego typu usług?

    Czy warto (przynajmniej na początku) konkurować ceną?

    Niestety wyżej wymieniona grupa chce mieć „dużo i tanio”. Czy warto zatem konkurować ceną i szukać klientów za wszelką cenę czy czekać na lepsze zlecenie, które może nadejść za pół roku…?

    Czy warto wyjść w miasto?

    Czy usługi internetowe można skutecznie reklamować w realu? Czy wyjście z nimi w miasto ma sens, skoro potencjalni klienci w 95% i tak nie mają pojęcia o tym, czym tak naprawdę jest produkt, który kupują?

    … I tak w kółko. Dylematy pojawiają się każdego dnia – codziennie nowe. Z biznesem jest trochę jak z socjalizmem wg Kisielewskiego – „Socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się trudności nieznane w żadnym innym ustroju!”. Tak samo jest z firmą.

    Mam jednak nadzieję, że mi się uda, a wszystko to, czego się nauczyłem, doświadczyłem i przygotowałem zaprocentuje. A Ty? Jakie jest twoje podejście do biznesu? Koniecznie podziel się swoimi przemyśleniami w komentarzu 😉