Czyli jak inwestować, żeby nie zostać nabitym w balona?

Przez ostatnie miesiące pokazywałem na blogu różne aspekty inwestowania. Mówiłem o zasadach, strategiach, okazjach i dobrych praktykach, ale pozostał jeszcze jeden aspekt – zagrożenia. Te od zawsze czyhały na niedoświadczonych inwestorów, dlatego warto wiedzieć jak wyglądają i jak ich unikać.

Inwestuj z głową

Czytasz serię poradników „Inwestuj z głową”, będących kompleksowym przewodnikiem po inwestycjach dla początkujących. Partnerem akcji jest platforma funduszy F-Trust, na której możesz zakupić jednostki uczestnictwa setek funduszy inwestycyjnych. Jeśli nie czytałeś wcześniejszych wpisów, gorąco, zachęcam Cię do zapoznania się z nimi.

1. 5 żelaznych zasad inwestora
2. Dlaczego konsekwentne realizowanie strategii się opłaca?
3. 4 dobre postanowienia inwestycyjne na 2018 rok.
3. 5 inwestycji na trudne czasy – czyli jak zabezpieczyć się przed kryzysem

Owczy pęd

W poprzednim artykule o kryzysie, dość szeroko omówiłem temat inwestycji na czas kryzysu, jednak czuję, że zabrakło w nim omówienia istoty baniek spekulacyjnych. W najprostszym ujęciu bańka spekulacyjna to gwałtowny wzrost cen aktywów (akcje, jednostki funduszy, kurs waluty), który nie ma pokrycia w realnej wartości tych aktywów.

Koronnym przykładem z ostatnich miesięcy jest bitcoin, którego wartość rosła i rosła, ale tak naprawdę nie miało to żadnego ekonomicznego uzasadnienia. Kilkanaście lat wcześniej podobna sytuacja miała miejsce z tzw. dotcomami – spółkami-portalami, które nie wiadomo do czego służyły i nie zarabiały pieniędzy, a pod koniec lat 90-tych osiągały absurdalne wyceny na amerykańskiej giełdzie.

Nieodłącznym elementem baniek spekulacyjnych jest owczy pęd. Bańki spekulacyjne rosną głównie poprzez zaangażowanie dużych kapitałów, ale na końcowym etapie to mali, indywidualni inwestorzy lokują swoje pieniądze w przewartościowanych inwestycjach. To właśnie jest zjawisko owczego pędu – ślepego podążania za „uznanymi graczami” w celu uzyskania nadzwyczajnych stóp zwrotu. Problem w tym, że gdy w bańkę angażują się małe kapitały, duzi inwestorzy zaczynają realizować zyski i bańka się załamuje, a zamiast gigantycznych zysków pojawiają się olbrzymie straty.

Ale czy można się przed tym uchronić? W końcu nikt nie wie gdzie tak naprawdę jest góra, a gdzie dołek kursu? Otóż można i jest na to bardzo prosta rada. Najbardziej podstawowym sprawdzianem jest zapytanie znajomych, którzy nie są aktywnymi inwestorami czy mają już dane akcje/kryptowalutę/obligacje itp. Jeśli odpowiedź jest twierdząca to z 99,9999% pewnością mogę stwierdzić, że jest za późno i lada moment bańka się załamie.

Wysokie oczekiwania przy niskiej płynności

Z bańkami spekulacyjnymi bezpośrednio wiąże się pokusa zbyt wysokich stóp zwrotu. W ciągu ostatnich miesięcy wielokrotnie przypominałem, że zyski rosną wraz z ryzykiem. W kontekście poprzedniego akapitu warto jednak podkreślić, że nie tylko wahania kursu są czynnikiem ryzyka. Bardzo istotnym czynnikiem jest również płynność, na braku której wyłożył się nie jeden początkujący inwestor.

Spójrzmy np na „mój ulubiony” rynek NewConnect. Wystarczy spojrzeć na tabelkę zmienności dziennej i zestawić ją z liczbą transakcji dla danej spółki. Widzisz gdzie jest problem?

Nie jest żadnym problemem kupić akcje po 10 groszy i obserwować jak ich kurs w ciągu 2 dni wzrasta do 12 gr (to całe 20%!). Problem w tym, że chętnych do sprzedania po 12 może być 200 inwestorów, a do kupna… 3-4. Jednocyfrowa, dzienna liczba transakcji wcale nie jest na tym rynku rzadkością, podobnie jak liczba gorzkich żali „inwestorów” na forach spółek, którzy próbują nakręcić zainteresowanie śmieciowym papierem.

Dlatego też mam dla Ciebie poradę: szukaj inwestycji, na których możesz realnie zarobić. Możliwość sprzedaży akcji czy nieruchomości za gotówkę jest krytycznie ważna dla powodzenia inwestycji.

Porada nr 2: W przeciwieństwie do akcji, fundusze inwestycyjne mają zapewnioną płynność, co oznacza, że w każdej chwili możesz kupić i sprzedać jednostki (zlecenia zazwyczaj realizowane są w ciągu 24h – czasem do 3-4 dni).

Ślepa wiara w rekomendacje

Kolejnym popularnym błędem jest ślepa wiara w rekomendacje dla spółek. Może to co powiem będzie nieprofesjonalne, ale w zasadzie jeszcze nie spotkałem się z trafną rekomendacją… Z kolei analitycy portalu bankier.pl wykazują, że najlepsze instytucje wydające rekomendacje z trafnością dobijają do zaledwie 67%.

Żeby lepiej zrozumieć dlaczego rekomendacje nie zawsze są dla Ciebie, musisz wiedzieć o dwóch kwestiach. Po pierwsze rekomendacje kierowane są do różnych grup inwestorów. Jedne biura maklerskie kierują je do klientów indywidualnych, inne do klientów instytucjonalnych. Niestety strategie inwestycyjne wielkich firm niekoniecznie sprawdzają się w mikroskali i vice versa.

Po drugie niektóre biura stosują przywileje wobec klientów strategicznych, biznesowych, czy posiadających konta VIP, zaś opinia publiczna dowiaduje się o rekomendacji dopiero po kilku dniach. To sprawia, że grupa uprzywilejowana ma szanse na wcześniejszą reakcję, a tym samym większe zyski. W momencie, w którym Kowalski dowiaduje się do rekomendacji, „branża” już zdążyła wykonać swoje ruchy.

Z tych powodów nie warto ślepo podążać za rekomendacjami. Oczywiście na dłuższą metę mogą być one drogowskazem, być może nawet pozwolą powiększyć zyski. Nie mogą jednak zastąpić samodzielnej analizy sytuacji.

Zaufanie jednemu typowi analiz

W przewidywaniu ruchów cen na rynkach królują dwie metody: analiza techniczna i fundamentalna. Na temat obu napisano dziesiątki książek, obie mają zagorzałych fanów i przeciwników, ale przede wszystkim obie dostarczają cennych informacji na temat spółek.

Osobiście należę do grona osób, które raczej ufają analizie fundamentalnej, czyli zestawowi wskaźników, które pokazują m.in. jak cena akcji ma się do zysków, wartości księgowej lub jak ma się wartość firmy do EBITDA. Dzięki porównaniu wartości tych wskaźników spółek z danego sektora można wywnioskować czy spółka jest odpowiednio wyceniana. Jeśli jest przewartościowana, ceny powinni spadać, a jeśli niedowartościowana, kurs akcji powinien rosnąć.

Tak w dużym skrócie wygląda teoria, ale giełda to realne transakcje. Te zaś często odbiegają od teoretycznych założeń, np. poprzez długotrwałe spekulacje, które utrzymują kurs na nierealnym poziomie. Tutaj z pomocą przychodzi analiza techniczna, czyli analiza cen i obrotów, która pokazuje wskazuje teoretyczny kierunek zmian na podstawie realnych transakcji.

Jak widzisz oba typy analiz mają pierwiastek teoretyczny, dlatego uzyskanych wyników nie można brać za pewnik. Niemniej połączenie analizy realnych wyników finansowych i analizy realnych transakcji w przyszłości daje znacznie pełniejszy obraz niż korzystanie tylko z jednego narzędzia.

To czego nie widać w AT, czyli rzeczywistej kondycji spółki, znajdziesz poprzez analizę fundamentalną, która z kolei kompletnie nie uwzględnia kształtowania się popytu na dany papier. Dopiero łącząc te dwie analizy zwiększasz szanse na trafniejsze decyzje i ograniczenie ryzyka kupna zbyt wysoko wycenionych papierów wartościowych.

Oczywiście AT i AF to nie jedyne metody wspomagające inwestowanie. Kilka tygodni temu, guru rynku forex, Rafał Zaorski (inicjator znanego Trading Jam Session) przyznał, że od dawna nie stosuje analizy technicznej, ani nawet nie patrzy na wykres, a jedynie na cenę danej pary walutowej. Ten sam Rafał Zaorski potrafi zarobić ponad milion złotych na transakcjach wykonywanych w ciągu doby. Osobiście jednak nie odważyłbym się na taką strategię, bo nie każdy ma takie wyczucie.

Wysokie opłaty manipulacyjne i za zarządzanie

Moją wisienką na torcie (czy jak niektórzy fani piłki nożnej wolą, truskawką) będzie case, który zapowiadałem miesiąc temu. Chodzi o zakup jednostek funduszu Esaliens Okazji Rynkowych. W czwartek zleciłem sprzedaż zakupionych jednostek, żeby pokazać dwa ciekawe zjawiska.

Po pierwsze, spójrzmy na kurs. Przy tak dużej zmienności i specyfice funduszu wszelkie analizy średnio i długoterminowe oraz zaawansowana analiza techniczna nie powiedziałyby wiele więcej niż to co widać – fundusz opiera się na krótkoterminowych inwestycjach, które pozwalają zarobić 5-10 procent w ciągu 40-50 dni. Oznacza to, że czasem nie trzeba żadnych narzędzi, żeby ocenić inwestycję. Na pierwszy rzut oka wygląda jak pewny zysk, który łatwo przewidzieć.

Niestety jest pewien szkopuł, który powoduje, że to może być trudna inwestycja. Mianowicie jest to opłata manipulacyjna, która może wynieść aż 5,22%. Na szczęście nie wszystkie platformy pobierają tak wysokie opłaty – Platforma funduszy F-Trust, partner akcji pobiera max. 1%, a często jest to mniejsza wartość, dlatego warto sprawdzić ile obecnie płacisz za nabycie jednostek funduszu ;).

Mój portfel

Jest zysk!. Co prawda nieduży, ale biorąc pod uwagę, małe eksperymenty i fakt, że jest to portfel edukacyjny, myślę że należy uznać to za mały sukces. Po 4 miesiącach portfel był wart 404,48gr (przed sprzedażą Esaliens).

Wraz z ostatnią częścią akcji partnerskiej z platformą funduszy F-Trust, która jest partnerem tego cyklu, nadszedł czas na ostatnią inwestycję. Będzie nią UniAktywny Pieniężny – fundusz, z którym zaczynałem po publikacji pierwszego tekstu. W tym miesiącu wydam jednak nie 100 zł a 200 zł, ponieważ sprzedałem Esaliens Okazji Rynkowych.

Mimo, że jest to ostatni artykuł, nie jest to ostatni raport z portfela – w przyszłym miesiącu opublikuję ostatni screen z podsumowaniem serii, a jesienią, w tym miejscu pojawi się podsumowanie za cały rok.

Podsumowanie

Ostatnie 4 miesiące pracy nad kolejnymi artykułami dały mi wiele do myślenia w kwestii inwestowania pieniędzy. Mimo, że robię to regularnie od ponad roku, od czasu gdy robiłem research do wpisów dowiedziałem się kilku nowych rzeczy i przede wszystkim zwiększyłem stopę oszczędności. Wraz z rozwojem cyklu postanowiłem, że opuszczę swoją sferę komfortu (jak ja nie znoszę tego określenia) i podejmę większe ryzyko – takie na jakie już dawno powinienem sobie pozwolić.

Pierwsze efekty zmian już widzę w swoim portfelu, a na kolejne wciąż czekam, o czym już za kilka dni opowiem na wszystkich kanałach. Teraz pozostaje mi podziękować F-Trust za partnerstwo i niewątpliwą pomoc w dopieszczeniu artykułów (zwłaszcza po stronie merytorycznej – w pierwotnych wersjach było kilka niedociągnięć) oraz zachęcić Cię (jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś) to założenia konta na platformie.