Dzień Wszystkich Świętych to dzień refleksji i pamięci o najbliższych. Nie będę jednak pisał o zmarłych i ich osiągnięciach, a o refleksji… nad domowym budżetem. Wczoraj mieliśmy bowiem światowy dzień oszczędzania i w mediach pojawiło się na ten temat całkiem sporo wzmianek.

To jednak nie wystarczy – dane są zatrważające. Tylko 13% polaków ma oszczędności, a dla połowy jednorazowy wydatek rzędu 500zł poważnie nadszarpnie budżet. Czas zacząć myśleć o bliskich… zwłaszcza tych z młodego pokolenia, które niestety często nie otrzymuje odpowiedniej wiedzy finansowej, nie mówiąc już o dobrych wzorcach.

Dlaczego jest tak źle?

Przyczyn jak zwykle w takich przypadkach można wskazać wiele, ale tylko dwie są krytyczne dla całego zjawiska. Pierwszy i zasadniczy problem to mentalność. Nie mam tu na myśli rozrzutności zakorzenionej w kulturze (bo przecież tak nie jest), ale raczej złe wzorce wyniesione z domu. Powiedzenie „zastaw się a postaw się” nie wzięło się znikąd. To samo tyczy się nadmiernej konsumpcji, skłonności do zaciągania kolejnych zobowiązań i życia z dnia na dzień kosztem przyszłości. Co tam przyszłość! Jakoś to będzie.

Presja otoczenia istniała od zarania dziejów. Kiedyś wyznacznikiem statusu było weselisko dla całej wsi czy dobry posag, dziś nowy telewizor czy samochód. Oczywiście na kredyt, bo oszczędności brak.

Drugi problem to edukacja, a raczej jej brak. Dzieci powinno się od dziecka uczyć wartości pieniądza podczas gdy mamy problemy z nauczeniem licealisty obliczania płacy z podstawowych umów (co w gruncie rzeczy jest prostsze niż przekazanie istoty oszczędzania).

Na początku roku szkolnego poruszałem już ten temat przy okazji wpisu o szkolnych kasach oszczędnościowych. Przez lata mieliśmy systemową dziurę i teraz mamy poważny problem. Dlaczego? Bo nie dość, że nie uczymy najmłodszych rozsądnego gospodarowania to tak naprawdę nie mamy kadry, która by tą wiedzę przekazała. A niestety znam „polską szkołę” na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że nauczycielka nauczania początkowego po rocznym pseudokursie nie nauczy swoich podopiecznych oszczędzania, gdy być może sama zmaga się płynnością finansową.

A jednak jest lepiej

A przynajmniej takie mam wrażenie. „Finstajl” dociera do coraz większej rzeszy osób i choć nie wszyscy stosują się do nawet najbardziej elementarnych zasad to na niektórych fragmentach „linii frontu” widać, że rozsądek wygrywa.

Duża w tym zasługa topowych blogerów i dziennikarzy – duży sukces Michała Szfrańskiego, czy dobra dziennikarska robota Macieja Samcika (pomimo coraz bardziej wątpliwej „jakości” tytułu z którym współpracuje) pomaga promować dobre postawy, a co według mnie ważniejsze, piętnować złe praktyki tych, którzy wywierają na nas największą presję.

To jednak wciąż o wiele za mało – zasięgi nawet najważniejszych twórców internetowych idą co najwyżej w setki tysięcy odbiorców. Dostateczne zainteresowanie tematem wykaże tylko część z nich. To nic w porównaniu z zasięgami kampanii firm chwilówkowych które coraz odważniej kuszą tych, dla których kolejne zobowiązania mogą być śmiertelnie (dosłownie) niebezpieczne.

Czy oszczędności to tylko nasza sprawa?

Tak było lata temu – wówczas dżentelmeni nie rozmawiali o pieniądzach, a damy w ogóle nie mieszały się w te sprawy. Każdy był kowalem swojego losu.

Dziś już tak nie jest. Dziś mamy społeczeństwo obywatelskie i wiele spraw staje się sprawami społecznymi. Brak elementarnej wiedzy ekonomicznej i zdolności do racjonalnego gospodarowania zdecydowanie jest takim problemem. Ukrytym i z opóźnionym zapłonem, ale jak wybuchnie… Mówiąc delikatnie może być różnie.

Ale czy tak naprawdę możesz coś zrobić? Oczywiście! Możliwości jest wiele. Na przykład możesz:

  • Przemycać pewne treści podczas rozmów – nie musisz non stop agitować znajomych. Ale jeśli rozmowa schodzi np. na tematykę kredytową czy chociażby na 500+ możesz przemycić pewne treści związane z odpowiedzialnością za zobowiązania lub pokazać jak mądrze wykorzystać dodatek dla rodzin.
  • Lobbować na rzecz odpowiednich rozwiązań – jeśli masz odpowiednią siłę przebicia (jesteś politykiem, ważnym biznesmenem, dziennikarzem, lobbystą) możesz działać na rzecz uruchomienia odpowiednich programów. To jednak dość hardkorowa wersja.
  • Dawać dobry przykład swoim zachowaniem – idziesz ze znajomymi na miasto? Zbieraj rachunki i wkładaj je do pękającego od nich portfela. Jeśli znajomi zobaczą, że masz w portfelu nie tylko plik gotówki, ale i plik rachunków z różnych miejsc z pewnością się zainteresują.

Mam dla Ciebie jedną radę…

MYŚL STRATEGICZNIE! Nie na tydzień wprzód, ani miesiąc. Patrz daleko w przyszłość – tam gdzie sięgają Twoje marzenia i aspiracje. Dobry plan i rozpoznanie co jest warte wysiłku a co nie pozwoli Ci uniknąć wielu błędów.

Oczywiście nie chcę, żebyś nie przejmował się tym co będzie jutro. To także jest ważne, ale nie można żyć tak, jakbyś miał nie dożyć weekendu.

Na sam koniec mam jeszcze prośbę. Czytaj i kształć się. Poniżej mam dla Ciebie kilka propozycji – może znajdziesz coś dla siebie:

  1. Oszczędzanie jako droga do wolności – bardzo dobry wpis-manifest Michała Szafrańskiego
  2. Finanse Według Kena i Barbie – pouczający wpis Marcina Iwucia o życiu ponad stan.
  3. 6 książek ekonomicznych, które warto przeczytać – moja krótka lista absolutnych finansowych must-read
  4. Metoda SMART – czyli jak wyznaczać dobre cele (finansowe i nie tylko)